Ale jazda (recenzja)
Wrzesień widać już na horyzoncie. Za chwilę przybędzie obowiązków, a tegoroczny urlop i wakacje będą tylko przyjemnym wspomnieniem. Niektórym trudno będzie się odnaleźć, ale zawsze warto wygospodarować dla siebie chwilę i sięgnąć po dobrą lekturę.
Czternasta książka Karoliny Winiarskiej „Ale jazda” to kontynuacja świetnej komedii „Co za Meksyk”. Szalone przyjaciółki Sara, Olka i Marika powracają. W ich życiu nudy nie będzie, bo jak wiadomo, wszystko jest możliwe i wszystko zdarzyć się może.
Paryż, Nowy Jork, Hawaje.
Czy odległość liczona w tysiącach kilometrów osłabi przyjaźń Sary, Olki i Mariki? A może ją umocni? Czy dziewczyny wrócą do Meksyku?
„Ale jazda” to powieść o spełnianiu marzeń, trudnych wyborach, odwadze i relacjach międzyludzkich. Jest optymistyczna i pełna ciepła.
Autorka ma mnóstwo świetnych pomysłów, które umiejętnie wplata w fabułę. Od pierwszej strony wciąga czytelnika w wir wydarzeń. Jej bohaterki są prawdziwe, wyraziste, czasem nieprzewidywalne. Cięte dialogi skrzą się od wybitnego humoru.
Ta zwariowana historia zasługuje na Waszą uwagę. „Ale jazda” jest, jak karuzela w wesołym miasteczku, pełna zdarzeń i emocji, więc trzymajcie się mocno podczas lektury, żeby z niej nie spaść.
Wydawnictwo: Diamenty
